W drugą środę sierpnia rozpoczyna się w Szwecji Kraftpremiaren - wielkie coroczne święto związane z jedzeniem raków. Zapoczątkowano je w pierwszych dziesięcioleciach ubiegłego wieku głównie w południowych regionach kraju, gdzie czyste wody śródlądowe roiły się od raków.
Intensywne odławianie raków i zanieczyszczenie wód powodujące ich choroby przetrzebiły słodkowodną faunę także w Skandynawii. Z roku na rok rośnie import głęboko zmrożonych, gotowych do spożycia raków z Europy kontynentalnej.
Porcja raków w restauracji - od 35 koron, im dalej na północ, tym drożej
Raki trudno znaleźć w jeziorach czy rzekach na północ od Varmland, więc mieszkańcy tych regionów w trzeci czwartek sierpnia rozpoczynają świętowanie Surstroemmingspremiaren - sezonu kwaszonego śledzia. To specyficzne danie przygotowuje się z drobnego bałtyckiego śledzia, a długi proces wstępny nazywany jest kiszeniem, gliwieniem, psuciem się, a nawet gniciem ryby. Najpierw śledzie soli się i odkłada na dość długi czas. Kiedy kiszenie dobiega końca, zamyka się je w hermetycznych puszkach - kiedy spęcznieją, to znak, że nadają się jedzenia. Dawniej proces kiszenia kontrolowały gospodynie domowe, obecnie zajmują się tym technicy gastronomii, kucharze renomowanych restauracji i inżynierowie zakładów przetwórstwa rybnego. To wielki kulinarny biznes, jeden z symboli kraju, trzeba więc przestrzegać standardów.
 | | www.surstromming.se |
Ciekawa jest ceremonia otwierania puszki.
Jedni wolą w niej nie uczestniczyć, inni czekają na ten moment w podnieceniu. Aby udobruchać tych pierwszych, puszkę często otwiera się w naczyniu z wodą, co częściowo neutralizuje intensywny zapach.
Nieodłącznym dodatkiem do śledzia jest tunnbroed (rodzaj cieniutkiego podpłomyka), świeżo posiekana cebula i mandelpotatis (drobne, owalne ziemniaki o słodkawym smaku). W wielu regionach podaje się także dojrzewający w specjalnych warunkach ser vasterbotten i inne lokalne dodatki. Niektórzy Szwedzi jedzą to danie w postaci krokieta, a w podpłomyk zawijają śledziową masę. Popijają to wszystko piwem, zmrożoną wódką lub mlekiem.
Najbardziej przekonujący opis genezy tej tradycji usłyszałem niedawno w okolicach Gavle nad Zatoką Botnicką. Starzy mieszkańcy opowiadają, że dawno temu dwaj bałtyccy rybacy po powrocie z połowu śledzi znaleźli beczkę okowity wyrzuconą przez morskie fale na brzeg w pobliżu ich chatki. Degustując zawartość antałka, zdążyli jedynie osolić odłowione ryby, znieść do piwniczki, włożyć do glinianego garnka, przykryć wiekiem i obciążyć kamieniem, aby nie wyjadły ich lisy. Popijając przez wiele dni, nie kwapili się do dalszych połowów, a posolonych śledzi nie zawieźli na targ. Kiedy skończyły się im zapasy jedzenia, przypomnieli sobie o rybach w piwnicy. Zawartość garnka wyjątkowo posmakowała jednemu z rybaków. Najadł się do syta, wytrzeźwiał i wkrótce potem założył kiszarnię śledzi. Drugi po skosztowaniu specyfiku dostał ponoć obłędu, a wyzdrowiał dopiero wtedy, gdy w wędrówce za chlebem dotarł na południe kraju i spróbował gotowanych w koperku raków.
Puszka (40 dkg) kiszonego śledzia w sklepie - ok. 30 koron
Żywiący się mięsem i rybami ludzie Północy niedobór witamin od dawna uzupełniali owocami leśnymi, zbierając borówki, żurawinę i moroszkę.
 | | Malina moroszka Fot. Wiesław Karliński |
Malina moroszka (Rubus chamaemorus), niepozorna krzewinka osiągająca 30 cm wysokości, rośnie na wilgotnych terenach tundry i rodzi tylko jeden owoc. Dojrzewa w połowie sierpnia, kiedy po zmianie koloru z czerwonego na złotawy staje się miękka, lepka i soczysta. Bogata w witaminę C, o słodko-kwaśnym smaku, ma w sobie naturalny konserwant pozwalający długo ją przechowywać.
Moroszki do dziś zbiera się ręcznie, tak jak ja to robiłem w ubiegłym roku na podmokłych terenach Tiomila Skogen, prowincji u północnych krańców Vanern, największego szwedzkiego jeziora. Garstkę bursztynowych owoców wystarczy trochę schłodzić, lekko posypać cukrem pudrem i obłożyć bitą śmietaną.
W restauracjach dżem z moroszek podaje się na gorąco z lodami waniliowymi, jako nadzienie do tarty, do tradycyjnego sernika i smażonego sera camembert. Z moroszki robi się też likiery i wina, a w sąsiedniej Finlandii jej wizerunek zdobi monetę 2 euro. Lody parfait z moroszkami jedzą na deser uczestnicy dorocznej gali na cześć laureatów Nagrody Nobla w Sztokholmie.
Słoik (35 dkg) dżemu z moroszki w sklepie - 60 koron
Falun słynie z tradycji górnictwa miedziowego, faluroedfarg i falukorv. Faluroedfarg to intensywnie czerwony barwnik do konserwacji i malowania drewna produkowany z hutniczych odpadów, którym od kilku setek lat pokrywa się elewacje budynków. Szybko rozprzestrzenił się po całej Skandynawii - od zachodnich brzegów Danii po wschodnie krańce Finlandii, od Bornholmu po Nordkapp jest do dziś najbardziej rozpoznawalnym kolorem półwyspu.
Falukorv natomiast to popularna szwedzka wędlina. Wyglądem i konsystencją przypomina nasze parówki, ale jest bardziej zbita, ma nieco więcej tłuszczu, po przekrojeniu jej średnica wynosi 4-5 cm. Nie jest droga, więc oszczędni Szwedzi jedzą ją na obiad, robią kanapki, przekąski i zapiekanki.
Hermetyczne opakowanie falukorv (80 dkg) - 25 koron
Autor: WIESŁAW KARLIŃSKI
Trochę cen w szwedzkich koronach
1 korona = 43 gr chleb (0,6 kg) 8-14
1 kg panierowanego karczka do grillowania 70-90
1 kg ogórków 30
1 kg żółtej papryki 28
1 kg cukinii 20
1 kg jabłek 10
0,5 kg spaghetti 12
butelka piwa 24-32
obiad w lokalu 120-600