19 marca 2007
Na deskach warszawskiego Teatru Powszechnego oglądać można sztukę Henryka Ibsena "John Gabriel Borkman" w reż. Zbigniewa Zapasiewicza. Dramat przedstawia studium człowieka marzącego o bogactwie, którego nieuczciwość doprowadza do upadku.
Zapraszamy do przeczytania recenzji sztuki przygotowanej specjalnie dla czytelników serwisu Norwegofil.pl przez Paulinę Borek.
Bez szans na ocalenie...
Spektakl warszawskiego Teatru Powszechnego John Gabriel Borkman w reżyserii Zbigniewa Zapasiewicza został w całości zbudowany wokół postaci głównego bohatera – Borkman w wykonaniu Zapasiewicza to centrum oglądanej opowieści.
Henryk Ibsen w napisanej w 1896 r. sztuce John Gabriel Borkman przedstawił studium człowieka, marzącego o bogactwie, sławie i potędze, którego nieuczciwość i bankowe malwersacje doprowadzają w końcu do społecznego upadku. Po spędzeniu długich 16 lat w areszcie Borkman powraca do domu – do nieugiętej, zimnej żony, Gunhildy; do jej siostry Elli, którą przed laty kochał (ale porzucił dla kariery) oraz do syna Ekhardta...
Zapasiewicz wybrał dla dramatu Ibsena formę kameralną, spektakl rozgrywany jest na niewielkiej przestrzeni. Zamknął bohaterów rodzinnego dramatu w ciasnym, wręcz klaustrofobicznym wnętrzu domu. To ascetyczne, chłodne miejsce mieści w sobie dwa plany gry. Plan pierwszy należy do dwóch sióstr, syna i jego kochanki, jest „zewnętrznym” pokojem jak z epoki, miejscem z przeszkloną ścianą w tle.
Plan drugi to gabinet-samotnia Borkmana – ukryty za rozsuwaną ścianą; to gabinet, z którego ten nie wychodzi, odkąd powrócił z więzienia. Ważnym rekwizytem jest tu mocno wyeksponowany staromodny gramofon oraz kolekcja płyt. Teraz tylko muzyka oraz stary poczciwy przyjaciel z dawnych lat – Foldal (wspaniała kreacja Franciszka Pieczki) pozwalają „normalnie” funkcjonować Borkmanowi, żyjącemu w odosobnieniu i izolacji.
Główny bohater jest przez długi czas nieobecny na scenie. Pojawia się dopiero po długiej rozmowie dwóch skłóconych od lat bliźniaczek: Gunhildy (Joanna Żółkowska) i Elli (Olga Sawicka). Rozmowa sióstr, która toczy się w zimnym, ciemnym pokoju, jest chłodną, bezuczuciową wymianą zdań. Kobiety, wyrzucając z siebie krótkie, lapidarne zdania, opowiadają o swoim miejscu i roli pełnionej w rodzinie.
Pani Borkman – przepełniona nienawiścią – zimnymi, wręcz nieruchomymi ustami wyrzuca z siebie na przemian: raz oskarżenia wobec niegodziwości swojego męża, a następnie – błagalne prośby, które kieruje do syna – Ekhardta (Bartłomiej Magdziarz).
Druga z sióstr, Ella, jest bardziej powściągliwa, stonowana, delikatna i mniej histeryczna. Ella także przeżywa prawdziwą tragedię, lecz ten kobiecy ból (zwłaszcza ten odtrąconej kochanki), przeszywający jej serce słychać jedynie w głosie. Niekiedy dostrzec go można również w subtelnych i ciągle czułych gestach w stosunku do Johna Gabriela. Ale ten cały teatr sióstr wydaje się być jedynie pustą deklamacją, jakimś koszmarnym udawaniem i podłym oszustwem. Tragedia matki i spazmy kochanki brzmią sztucznie i martwo.
Ale gdy zbudowana z drzwi ściana rozsuwa się, gdy w drugim pokoju widać zniszczonego życiem i samotnego Borkmana, rozpoczyna się jakby druga opowieść. Tu właśnie ukrył Zapasiewicz zupełnie inny spektakl – ciepły, głęboki i żywy. W tym wnętrzu toczy się przejmująca rozmowa Elli z Borkmanem. To prawdziwy rachunek krzywd i win, obnażający do cna okrucieństwo i egoizm Johna Gabriela. Ella nie jest w stanie wybaczyć ukochanemu zdrady miłości dla kariery, a Borkman nie potrafi zrozumieć jak bardzo skrzywdził swoich najbliższych. Spotkanie dawnych kochanków to kluczowa scena przedstawienia, która odsłaniając wszelkie pragnienia, tęsknoty i cierpienia, uświadamia ze wszech miar rozmiar życiowej katastrofy i permanentny brak szczęścia tych dwojga ludzi.
Prawda o nieodwracalności losu oraz pytania o sens władzy, kariery czy życiowych wyborów zagrażających relacjom międzyludzkim, które stawia w swoim dramacie Ibsen, brzmią w ustach Borkmana-Zapasiewicza prawdziwie i przekonująco. Ten żyjący nadzieją powrotu do świata człowiek zrozumie wreszcie, że jego powrót jest niemożliwy, a toczone do tej pory zmagania z życiem są jego wielką przegraną jako człowieka.
Borkman wychodzi zatem naprzeciw odtrąconemu światu (ubiera się w płaszcz i kapelusz oraz przekracza granice swojego gabinetu, by zbliżyć się do rampy-świata). Tu spokojnie i godnie przyjmuje nadchodzącą śmierć, nazywając się – za Odysem – imieniem Nikt. Ale tym razem bez szans na ocalenie...
Teatr Powszechny im. Z. Hubnera w Warszawie, Henryk Ibsen John Gabriel Borkman, reż. Z. Zapasiewicz, scen. P. Dobrzycki, opr. muz. Marian Szałkowski
Autor: Paulina Borek
- 02/02/2008 00:00 - W podróż z życiorysem
- 16/10/2007 20:51 - Norweskie impresje - cykl felietonów
- 23/05/2007 01:00 - Felieton: Czy świat lubi Norwegię?
- 21/05/2007 01:00 - Nowe przewodniki Pascala po Norwegii
- 17/05/2007 01:00 - 17 maja - narodowe swięto Norwegii








