W tym roku spełniły się moje marzenia - udało mi się przekonać Piotrka do wyjazdu do zimnej i deszczowej Norwegii!!! Zaplanowaliśmy dokładnie na autoroute naszą trasę, dzień po dniu, wydrukowaliśmy plan i wyruszyliśmy w drogę :)
| Autor: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. Termin: czerwiec-lipiec 2005 r. Więcej na: www.biezanow.net/~jasiu/ela Wyślij komentarz Napisz do autora tekstu lub redakcji Norwegofila. |
Postanowiliśmy pojechać na przełomie czerwca i lipca, ponieważ wtedy są już dość wysokie temperatury i stosunkowo mało opadów.
Ponieważ bilety promowe są znacznie tańsze, kiedy wypływa się w dzień, a do Gdyni mieliśmy 8 godzin jazdy samochodem, czekał nas ciężki początek podróży. Płyneliśmy liniami Stena Line z Gdyni do Karlskrony, bilet w obie strony: samochód + 2 osoby kosztował nas 450zł (-10%zniżki za wcześniejszą rezerwację). Do Gdyni prowadził tylko Piotr, ponieważ ja nie lubię jazdy nocą, a poza tym, jestem strasznym śpiochem i od początku oczka same mi się zamykały, jechałam więc przez cały czas wygodnie jako pasażer. Po niespełna 7 godzinach szaleńczej jazdy dotarliśmy do przeprawy promowej w Gdyni. Trzeba było trochę poczekać przy odprawie paszportowej i po 2 dalszych godzinach wjechaliśmy na prom.
Z początku wydawał się on olbrzymi, ale po kilku godzinach, kiedy znaliśmy już każdy zakątek, byliśmy zmęczeni i śpiący, przestał być atrakcyjny. Nie mogłam się doczekać zejścia na ląd. W Karlskronie mieliśmy zarezerwowany pokój w schronisku, żeby się wykąpać i porządnie wyspać przed podbojem Norwegii. Zwłaszcza, że następnego dnia musieliśmy przejechać prawie 800km, żeby dotrzeć za Lillahammer.
Przed wyjazdem czytałam kilka relacji z podróży po Norwegii i wiedziałam, że jest tam baardzo, ale to bardzo drogo - zwłaszcza jedzenie i noclegi. Wobec powyższego w żywność zaopatrzyliśmy się w Polsce, jeśli zaś chodzi o spanie, postanowiliśmy rozbijać się namiotem na dziko. Tylko, że nie było to wcale takie łatwe. Pierwszej nocy długo szukaliśmy miejsca do spania, ale wszystkie widziane przez nas grunty były prywatne, trzeba więc było rozglądać się za kempingiem. Można było szukać spokojnie do nawet do 23.00, ponieważ tylko na południu o tej porze roku zapada zmrok, natomiast wyżej jest jasno przez całą dobę. Każdej nocy spaliśmy na płatnym polu namiotowym, ceny za namiot są bardzo zróżnicowane - nie wiem, od czego to zależy (najmniej zapłaciliśmy 30zł, najwięcej 70zł). Oczywiście, trzeba dodatkowo płacić za ciepłą wodę pod prysznicem - też bardzo różnie od 2,5zł za 6 minut do 5zł za 3 minuty. Najczęściej bywało tak, że kiedy skończyła się ciepła woda, leciała jeszcze zimna, którą można się było spłukać jeśli skończyły się monety, ale czasami były takie automaty, że kończyła się i ciepła i zimna woda.....
DROGA TROLI
Mieliśmy mało czasu na pobyt w Norwegii - zaledwie 9 dni - więc nie mogliśmy pojechać tak wysoko na północ, jakbyśmy sobie tego życzyli . Najwyżej wysuniętym miejscem na północ, do którego mogliśmy dotrzeć, była Droga Troli . Jest ona bardzo wysoka, stroma, złożona z ostrych serpentyn. Autko ledwo chciało na nią wjechać, patrzyłam więc z prawdziwym podziwem na rowerzystów, którzy z wielkim trudem docierali na szczyt.
Droga Troli miała być piękna - i rzeczywiście była. Widok z góry jest wspaniały, a na szczycie oczywiście śnieg i kilka wodospadów (wodospady są w tej części Norwegii dosłownie na każdym kroku). W wyższych partiach gór jest mnóstwo ułożonych stożków z kamieni, w dzisiejszych czasach Norwedzy stawiają je dla zabawy, ale kiedyś w ten sposób oznaczano drogi górskie - wysokie stożki kamienne były drogowskazami dla wędrowców .
Z Drogi Troli zjechaliśmy samochodem w stronę najbardziej malowniczego fjordu noreskiego - Geirangerfjord.
PRZEPRAWA GEIRANGER-HELLESYLT
Bardzo polecam tę przeprawę: 2 osoby + samochód to wydatek ok 50zł osoba dorosła + 90 zł samochód z kierowcą, a widoki są przepiękne, zobaczyć można między innymi przepiękny wodospad Siedmiu Sióstr. Statek wycieczkowy płynie 65 min, w trakcie rejsu przewodnik opowiada wszystko w języku norweskim, szwedzkim, niemieckim i angielskim (niestety przez szumy w głośniku i wrzaski dzieciarni na statku nic z tego nie zdołaliśmy zrozumieć). Po przeprawie pojechaliśmy w kierunku lodowca przy miejscowości Olden.
LODOWIEC (Briksdal)
Oczywiście, nie można być w Norwegii i nie zobaczyć przynajmniej jednego ze wspaniałych lodowców! Są naprawdę niesamowite. Trafić tam nie było łatwo, ponieważ w Norwegii nie ma nigdzie tablic reklamujących atrakcje turystyczne. Na polu campingowym poznaliśmy natomiast Szweda, który powiedział, że niedaleko stąd jest piękny lodowiec, pokazał nam zdjęcia lodowca i wytłumaczył dokładnie, jak tam dojechać.
Duże, niebieskie jamy które są z boku lodu wyglądają zupełnie jak z bajki. Niebajkowy jest natomiast chłód, który bije od lodowca - nawet w ciepły dzień nie można zapomnieć zabrać ze sobą sweterka na tę wycieczkę. Bez przewodnika można podejść tylko pod jęzor lodowca, są też organizowane wycieczki na sam lodowiec, ale kosztują one fortunę (wycieczka 3-godzinna to wydatek ok 600 zł od osoby).
STAVANGER-LYSEBOTN
Przyszedł czas na zwiedzenie norweskiego miasteczka. W serwisach internetowych czytałam, że Stavanger jest uroczą, drewnianą mieściną rybacką i że watro się tam wybrać. Cóż - wszystko jest rzeczą gustu - nam się nie podobało. W mieście było mnóstwo młodzieży (odbywał się akurat jakiś koncert), która bawiła się tak samo jak u nas na koncertach - dużo alkoholu, wymiotowanie na środku ulicy, itp. Zauważyliśmy też, że wszystkie dziewczęta chodzą tam z brzuchami na wierzchu, a w większości są to olbrzymie brzuchy, ponieważ - uwaga - młodzież norweska jest okropnie utuczona. Fast foody są tam na każdym kroku, nawet na stacjach benzynowych i cieszą się bardzo dużą popularnością. Później dowiedzieliśmy się jeszcze, z opowiadań Polaków mieszkajcących w Norwegii od 2 lat, że dziewczyny noszą odsłonięte brzuszki przez cały rok - zima nie robi na nich najmniejszego wrażania, oraz, że młodzi ludzie piją tam litry alkoholu.
Czterogodzinna przeprawa Stavanger-Lysebotn była najdłuższą z tych, którymi płynęliśmy a widoki są, naturalnie, niezapomniane! Ponieważ ze Stavanger wypływa tylko jeden prom, o 9.00 rano, konieczna jest wcześniejsza rezerwacja. Kapitan statku jest jednocześnie przewodnikiem i opowiada o ciekawych miejscach, które są mijane.
Z Lysebotn można udać się w dwa przepiękne miejsca: na skałę Prekestolen lub kamień Kjerag wciśnięty między dwiema skałami na wysokości 100m. Widzieliśmy zdjęcia Prekestolen i bardzo chcieliśmy na nią wyjść, niestety po dopłynięciu na miejsce nie było żadnej informacji o tym, jak można tam dotrzeć, ani wogóle o atrakcjach tego rejonu. W związku z powyższym pojechliśmy tam, gdzie wszystkie samochody przekonani, że turyści na pewno pojadą w tamtym kierunku. Rzeczywiście blisko szczytu góry, na którą trzeba się wdrapać samochodem jest szlak turystyczny, który na pewno musiał prowadzić do Prekestolen (o kamieniu Kjerag nic wówczas nie wiedzieliśmy). Ruszyliśmy więc szlakiem, pogoda dopisywała, było cudownie. Po drodze spotkaliśmy grupę Polaków i od nich dowiedzieliśmy się, że do Prekestolen trzeba udać się statkiem, który wypływa z Lysebotn o 15.00 (czyli godzinę po przybiciu naszego promu), wysiąść na pierwszym przystanku i dopiero stamtąd wyruszyć szlakiem. Cóż, Prekestolen nie było nam chyba pisane ponieważ nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu żeby się tam udać następnego dnia. Ale myślę, że stanięcie na niewielkim kamieniu, nad przepaścią, wynagrodziło nam naszą pomyłkę i trud dotarcia do Kjerag.
Wycieczka do kamienia zabrała nam jakieś 3.5 godziny, głównie dlatego, iż po kilku dniach jazdy samochodem nie mieliśmy najlepszej kondycji, a ponieważ pogoda była śliczna, często robiliśmy długie postoje. Dla lepszych piechórów dotarcie do kamienia zajmuje 2 godziny, droga powrotna tyle samo.
Ponieważ był to jeden z naszych ostatnich dni w Norwegii, z Lysebotn czekała nas droga powrotna do domu. Jeden dodatkowy dzień, trzymany przez nas w zanadrzu na wypadek nieoczekiwanych okoliczności, wykorzystaliśmy na wypoczynek na piaszczystej plaży norweskiej. Pogoda była przepiękna, woda czyściutka - ludzi mało.
Norwedzy są niezwykle uprzejmi dla turystów, bardzo rozmowni i niemal wszyscy mówią świetnie po angielsku. Zdarzyło nam się poprosić kobietę o rozmianę banknotów na drobne, a przy okazji też dostaliśmy kopię mapy rejonu, który warto odwiedzić, z zaznaczeniem gdzie się dokładnie udać i dlaczego właśnie tam.
DROGI W NORWEGII BYNAJMNIEJ NIE SĄ BEZPŁATNE! Płaci się za tunele, za wjazd do miast, raz zapłaciliśmy nawet za kawałek zwykłej zupełnie drogi, jednopasmowej, z ograniczeniem do 90km/h. Trzeba mieć też przy sobie zawsze jakieś drobne monety, automaty bowiem nie przyjmują banknotów i nie ma gdzie rozmienić pieniędzy na drobne. Przy ruchliwych drogach nie da się też wycofać spod bramki. Trzeba też uważać na radary, których jest całkiem sporo.
Pomimo iż Norwegia jest najdroższym państwem europejskim, zupełnie nie widać tam bogactwa - wręcz przeciwnie. Na krajobraz w dużej mierze składają się wioski z zaniedbanymi, starymi domami, pola uprawne, barany i owce szwendające się po ulicach, stare samochody (volvo co prawda, ale kilkunastoletnie), zwykłe wystawy sklepowe. Ci ludzie zupełnie nie sprawiają wrażenia bogaczy, jakimi istotnie są, po prostu dlatego, że nie przywiązują do tego wagi.
Jeśli ktoś nie musi spędzać wakacji w luksusowych warunkach, bardzo polecam wycieczkę do tego nieznanego nam, niezwykłego kraju.
Tekst i zdjęcia: Ela i Piotr Bukowscy
Opublikowano za zgodą autora. Wszelkie prawa zastrzeżone.






Komentarze
Przepraszam bardzo ale dawno nie byłem na tej stronie i dopiero dziś zobaczyłem pytanie. Ciekaw jestem jak udał się wyjazd i jaką trasę pokonaliście. Pozdrawiam serdecznie.
witam serdecznie
bardzo bym cię prosił o jak najwięcej info dotyczącej zachodniej norwegi ja wybieram się w maju tego roku i jestem cały w strachu będę jechał z przyjaciółmi samochodem
Dla planujących wyjazd w ten rejon Norwegi służę pomocą informacyjną.....mam dużo czasu.
Kontakt na maila:marek.niemczyk67
pozdrawiam
Dziękuję za fajny szczegółowy i bardzo przydatny opis.
Gdyby ktoś potrzebował świeżych informacji służę pomocą.
Pozdrawiam
na drugim końcu Lysefiordu ( też płatny parking ). Życzę niezapomnianych wrażeń. Grzegorz
pozdrawiam Zyczę udanych wyjazdów do tego pięknego kraju :-)
Paweł
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.