| Autor: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. Termin: 22.05-10.06 2004 r. Więcej na: http://republika.pl/glosekm/ Wyślij komentarz Napisz do autora tekstu lub redakcji Norwegofila. |
1. dzień --- 22.05 -- 47.6 km - 3 godz. 00 min
W Helsinkach jestem o 17, pada drobny deszcz jest chłodno. Wyjazd z miasta i znalezienie drogi nr 140 zajmuje mi około 2 godzin. Nie kupiłem planu miasta w ramach oszczędnoci, a z pewnocią było by łatwiej. Ale jak mówi przysłowie - koniec języka za przewodnika - a że Skandynawowie są bardzo życzliwi, zapytane małżeństwo o drogę nadłożyło kilka kilometrów w swojej przejażdżce rowerowej, aby mnie skierować na drogę nr 140, za co jestem im wdzięczny.
2. dzień --- 23.05 -- 162.3 km - 8 godz. 08 min
Budzę się wcześnie rano jest zimno zaledwie 3-4*C nie chce ruszać się ty... ze śpiwora. Wstaje dopiero przed siódmą, gotuje śniadanie potem pakowanie i o dziewiątej wyruszam na trasę. W południe dojeżdżam do Lahti, gdzie kieruje się na Jyvaskyla. Cały dzień jest słonecznie, lecz słupek rtęci nie przekroczył 10*C.
3. dzień --- 24.05 -- 158.0 km - 7 godz. 35 min
Dziś pogoda bez zmian, droga 59 mało ciekawa. Popołudniu w Jyvaskylu z drogi 59 wjeżdżam na 637 i potem 642, z których można podziwiać piękne krajobrazy, a wieczorem w Aanekoski wjeżdżam na E75 gdzie po kilku przejechanych kilometrach znajduje fajny biwak nad jeziorem. Kolacje robię na gorąco, - tak sobie postanowiłem, że rano i wieczorem będę gotował, a w ciągu dnia suchy prowiant - i dość późno bo o 23 idę spać, Na początku trudno przyzwyczaić się do białych nocy.
4. dzień --- 25.05 -- 136.0 km - 6 godz. 34 min
Wstawanie około siódmej i ruszanie w trasę o dziewiątej stało się codziennością. W południe zaczyna padać i dzisiejszego dnia deszcz towarzyszy mi do samego wieczoru. Rozbijanie biwaku potem gotowanie na deszczu, mam palnik benzynowy i używanie go w namiocie odpada, to nic przyjemnego. Przy takiej temperaturze, dzisiaj słupek rtęci nie przekroczył 8*C, a teraz jest około 5*C to konieczność, aby organizmy nie wychłodzić.
5. dzień --- 26.05 -- 153.0 km - 7 godz. 31 min
Całą noc padało i rano nadal pada, dzisiaj na śniadanie chleb i konserwa popijane zimną wodą z witaminami, nie chce gotować się w deszczu. Po śniadaniu szybkie pakowanie i w trasę, aby się rozgrzać. W południe trochę się przejaśniło, ale za to zaczęło bardzo mocno dmuchać z północnego zachodu, co bardzo utrudnia jazdę. Droga zrobiła się monotonna, są bardzo długie odcinki po 20, 30km praktycznie w linii prostej. Biwak mam kilka kilometrów przed Oulu, jest za późno, aby dzisiaj przejechać przez miasto.
6. dzień --- 27.05 -- 135.8 km - 8 godz. 00 min
Budzę się z bolącym i spuchniętym lewym kolanem, nie mam pojęcia, jaka może być tego przyczyna. Takie objawy mam po raz pierwszy, ale nie ma, co się nad sobą rozczulać, tylko na rower i w trasę. Wiatr ani na chwilę nie przestaje wiać, jedzie się naprawdę ciężko. W Oulu straciłem trochę czasu na znalezienie drogi nr 20 w kierunku Haukipudas i drogi E75 i znowu pierwsza spytana osoba poświęciła swój czas, aby wyprowadzić mnie na drogę nr 20. Biwakuje kilka kilometrów przed Kemi. Jak na razie mam spokój z komarami, po prostu, jest za wcześnie i za zimno.
7. dzień --- 28.05 -- 135.3 km - 7 godz. 06 min
Dziś od rana świeci słońce jest w miarę ciepło, staram się nie myśleć o bolącym kolanie, choć w trakcie jazdy mam problemy z pedałowaniem. Około 7km za Kemi z drogi E75 wjeżdżam na drogę nr, 926 która poprowadzona jest wzdłuż rzeki Kemijoki, za rzeką E75 do Rovaniemi to autostrada. Do 50- tego kilometra drogi 926 położone są malownicze osady i rozpościerają się piękne widoki, potem są tylko same lasy. Ruch na drodze jest minimalny, więc jedzie mi się naprawde dobrze. Biwak mam nad rzeką, kilkanaście kilometrów przed Rovaniemi, nareszcie mogę porządnie się wykąpać. Wieczorem zaczeło padać.
8. dzień --- 29.05 -- 120.6 km - 7 godz. 05 min
Padało całą noc, rano na chwile deszcz ustał zdążyłem tylko zjeść śniadanie spakować się i zaczęło padać odnowa. W Rovaniemi robię małe zapasy na cztery pięć dni, nie mam pojęcia, co jest dalej. Przez miasto przejeżdżam tempem spacerowym, aby trochę pozwiedzać i potem ścieżką rowerową przy E75 dojeżdżam do wioski Św. Mikołaja, która jest położna na kole podbiegunowym, kilka kilometrów za miastem. Późnym popołudniem rozpogodziło się, jest zimno około 5*C. Na biwaku w pierwszej kolejności gotuję herbatę, aby się rozgrzać potem dopiero robię kolację.
9. dzień --- 30.05 -- 146.0 km - 7 godz. 25 min
Wstaje, jak co dzień przed siódmą, wcześniej nie ma sensu jest za zimno, dzisiaj jest zaledwie 2*C, choć świeci słońce. Gorąca czekolada z rana dobrze mi robi, szybkie pakowanie i na rower, aby nie zmarznąć. Nareszcie krajobraz, taki jaki uwielbiam, jak okiem sięgnąć lasy mokradła góry i ta przestrzeń, brak zieleni potęguje surowość tego regionu, to zostaje na długo w pamięci. W południe przejeżdżam przez miasteczko Sodankyla, w którym o dziwo chodź jest niedziela otwarty jest sklep spożywczy i tak myślę - niepotrzebne kilogramy w sakwach. Dzisiejszy biwak jest wyjątkowy, a raczej w specyficznym miejscu z dala od osad na terenie prywatnej kopalni złota, której założycielem był na początku XX w. Vilin Kultala, on pierwszy zaczął tu płukać złoto.
10. dzień --- 31.05 -- 127.8 km - 6 godz. 45 min
Od rana pada, przez cały dzień utrzymuje się przelotny deszcz, nawet nie zauważyłem, kiedy zaczęły się górki. Po południu przejeżdżam przez miasteczka Ivalo i Jnari, które są wtopione w malowniczy krajobraz jeziora Inari. Wieczorem rozpadało się na dobre, biwak mam przy parkingu, przy którym swoje stragany z pamiątkami ma fińskie małżeństwo, oczywiście rozbijam się za ich zgodą.
11. dzień --- 1.06 -- 141.6 km - 8 godz. 20 min
Rano, gdy wstaje jest poniżej 0*C kałuże są zamarznięte, cały dzień jest zimno słupek rtęci nie przekroczył dzisiaj 5*C. W okolicy Kaamanen zjeżdżam z E 75 na drogę nr 92, jest to bardzo wyczerpująca droga, dopiero na odcinku norweskim łapie mały oddech, do pierwszego norweskiego miasteczka Karasjok. Tutaj droga E 06 zaczyna się długim podjazdem jak się później okazało liczył sobie około 20km. Cały trud pokonania tego odcinka wynagrodził mi widok, jaki rozpościera się z płaskowyżu, górskie szczyty okryte białą szatą. Widoki zapierają dech w piersiach. I w takiej scenerii nad górskim jeziorem mam biwak, choć jest zimno 2*C i trochę popaduje na przemian deszcz ze śniegiem to jest wspaniale.
12. dzień --- 2.06 -- 142.2 km - 7 godz. 18 min
Ostre górskie powietrze, błękitne niebo i zaledwie 1*C, tak zaczyna się dzisiejszy dzień. Niemal całe dopołudnia droga pnie się w górę rzeki malowniczą, a zarazem surową doliną, do której nieśmiało wolnymi kroczkami wchodzi wiosna. Po południu jestem już po drugiej stronie gór i tak jak bym przeniósł się w czasie, dolina wypełniona soczystą zielenią, która doprowadza mnie na nabrzeże fiordu Porsangen widać, że tutaj wiosna rozgościła się na dobre. Teraz droga prowadzi wzdłuż fiordu z prawej strony morze z lewej strony góry, a na drodze spacerujące reny jest fantastycznie, późnym popołudniem przejechałem przez pierwsze dwa tunele. Do celu wyprawy zostało kilkadziesiąt kilometrów, które zostawiłem na jutro, aby spokojnie bez wysiłku wczesnym popołudniem być na Nordkapp. Po rozbiciu biwaku w chatce przy parkingu zaczęło padać, zrobiło się zimno 3*C, choć w czasie dnia słupek rtęci wskazywał 8*C. Z przodu morze z tyłu góry w koło pasące się renifery jest naprawdę fantastycznie.
13. dzień --- 3.06 -- 104.0 km - 7 godz. 07 min
Gdy wstaje świeci słońce, morze lekko faluje słupek rtęci wskazuje 3*C jestem trochę podekscytowany, przecież dzisiaj mam dosięgnąć krańca europy. Na śniadanie, jak co dzień zupa mleczna z makaronem zagryzane kromką chleba i na koniec kilka porcji gorącej czekolady, nastrój mam wyśmienity , o ósmej trzydzieści jestem już na trasie. Po dwóch godzinach jazdy pogoda zaczyna szwankować wzmaga się północny wiatr i zaczyna padać deszcz, w takich warunkach dojeżdżam do Nordkapp-tunelen, który mierzy 6870 metrów i schodzi na 212 metrów poniżej poziomu morza. Zjazd liczy sobie około trzech kilometrów, z prędkością 57km/h tyle dostrzegłem na liczniku, to chwila, choć w czasie tej chwili z zimna zdążyły mi zesztywnieć palce od rąk, nie jestem w stanie operować manetką i na końcu prostej staję na moment, aby rozgrzać dłonie.
Przejazd tym emocjonującym podmorskim odcinkiem drogi zajmuje mi około pół godziny i tu muszę nadmienić, że po wyjeździe z tunelu są pobierane opłaty za przejazd, ale nie od rowerzystów. W okolicy miasteczka Honringsvag zaczynam mozolną wspinaczkę na płaskowyż. W śniegu i deszczu smagany huraganowym północnym wiatrem po czterech godzinach walki z naturą i zmęczeniem, (tyle czasu potrzebowałem na pokonanie ostatnich 38 km) staję przed bramą parku Nordkapp, na której widnieje cennik 190 NOK od osoby, ale po krótkiej rozmowie ze strażnikiem okazuje się, że i tu rowerzyści mają wstęp wolny. Pierwsze kroki kieruje do symbolu Nordkapp, jakim jest monolit naszego globu, kilka fotek i dopiero po chwili uświadamiam sobie, że to cel wyprawy, że to Nordkapp.
Wbrew pozorom Nordkapp to nie martwe skały i woda, to miejsce pełne życia, o którym dowiaduje się z filmu wyświetlanego w tutejszym kinie i zwiedzając małą galerię w podziemiach, na której są przedstawione wszystkie gatunki ptactwa, jakie tu zamieszkują tutejsze urwiska. Wiatr ucichł deszcz ustał za to cały przylądek na pół godziny przed północą spowiła gęsta mgła już myślałem, że nie jest mi dane oglądanie słońca o północy, ale na kilka minut przed północą mgła opada i spokojnie mogę obserwować dość wysoko nad horyzontem wędrujące słońce po niebie, niezapomniane wrażenie w jednej chwili obejrzeć zachód i wschód słońca. Po tak ciężkim dniu nie czuję zmęczenia, jestem niesamowicie podekscytowany, odurzony wrażeniami jest naprawdę fantastycznie, ale czas nie ubłaganie leci do przodu jest już pierwsza pora iść spać.
14. dzień --- 150.3 km czas - 7 godz. 27 min
Nordkapp opuszczam w towarzystwie Słowaka, który przyjechał wczoraj dwie godziny po mnie i ma podobny plan wyprawy jak ja, wzdłuż wybrzeża Norwegii do Trondheim, a potem przez Szwecję do Nynashamn więc postanowiliśmy jeśli nam się uda jechać razem. Od rana jest słonecznie i dmucha zimny północny wiatr, w południe w miasteczku Honringsvag, które zwiedzamy w drodze powrotnej słupek rtęci wskazywał 5*C. Wieczorem wjeżdżamy na drogę E06 w kierunku Alta gdzie zaczynamy mozolną wspinaczkę na płaskowyż w czasie, której towarzyszy nam deszcz. Biwak rozbijamy po dwudziestej pierwszej na płaskowyżu.
15. dzień --- 140.0 km czas - 7 godz. 05 min
Noc jest mroźna -3*C, Lubo - tak miał na imię Słowak - wstaje o czwartej rano, budzi go zimno i w trakcie, gdy się pakuje budzę się ja, namioty są białe pokryte szronem. Dla mnie to za wczesna pora na wyruszanie w trasę i z powrotem wskakuje do śpiwora, Lubo będzie czekał w pierwszej osadzie nad morzem, tak żeśmy się umówili. Wstaję jak zwykle około siódmej w trasę wyruszam przed dziewiątą, ciężkie czarne chmury wiszą tuż nad głową zaczyna padać deszcz, który momentami zamienia się w śnieg. Taka pogoda towarzyszy mi przez całą drogę na płaskowyżu, mimo to jedzie mi się dobrze góry okryte śnieżnym puchem i bezkresna przestrzeń znakomicie koją zmęczenie. Dopiero na wybrzeżu pod wieczór rozpogadza się. Biwak mamy nad morzem gdzie łowię kilka dorszy i makreli na kolację.
16. dzień --- 124.9 km czas - 7 godz. 45 min
Dziś rano mały kompromis wstaje przed szóstą jest naprawdę zimno około 1*C, Lubo jest już prawie spakowany także na trasie jesteśmy już parę minut po ósmej. Przed południem w strugach deszczu i bardzo silnym wietrze zaczynamy mozolny podjazd na punkt widokowy (402m n.p.m.) w okolicy Sanbukt. Powyżej trzystu metrów pada deszcz ze śniegiem i wieje boczny huraganowy wiatr, któremu po drugim zrzuceniu na barierki ulegam - wolę nie próbować do trzech razy sztuka - i ostatnie sto metrów drogi rower po prostu pcham pod górę. Choć pada śnieg i solidnie wieje to widoki są niesamowite, totalna cisza tylko wiatr gawędzi z fiordami, zmęczenie ustępuje momentalnie, czuje się odurzony klimatem tego miejsca jest naprawdę bajecznie. I w takiej atmosferze nad samym morzem w cieniu ośnieżonych gór przy padającym śniegu parę minut po dwudziestej pierwszej rozbijamy biwak.
17. dzień --- 154.0 km czas - 8 godz. 05 min
Ranek jest słoneczny, ale zimny zaledwie 1*C góry pokryte świeżym białym puchem. Ta sielanka nie trwała długo przed południem zaczął padać deszcz, a wyżej śnieg z deszczem. Dobrze, że drogi są puste i na zjazdach nie trzeba zwracać uwagi na samochody, tylko można sobie "poszaleć", bo 65km/h przy takiej pogodzie to czyste szaleństwo - ale było super. Taka pogoda towarzyszy nam do wieczora, jedynie w czasie rozbijania biwaku i robienia kolacji deszcz nie pada. Oczywiście na kolację ryby.
18. dzień --- 140.4 czas - 8 godz. 05 min
Jazda przez góry fiordy zostały z boku, cały dzień pada deszcz wyżej śnieg z deszczem.
19. dzień --- 125.5 km czas - 6 godz. 48 min
Od rana jazda w deszczu, dopiero późnym popołudniem deszcz ustaje. Wieczorem złowiłem po raz pierwszy tak dużego dorsza, ważył ponad 5 kg. Kolacja była wspaniała, dorsz na parze w sosie myśliwskim.
20. dzień --- 164.7 km czas - 8 godz. 00 min
Na Lofoty wjeżdżamy drogą nr 825, pogoda zrobiła nam miłą niespodziankę od samego rana słonko, Lofoty chcą się pokazać w jak najpiękniejszej scenerii. Naprawdę jest to urokliwe miejsce, gdzie by człowiek głowy nie odwrócił to widoki są fascynujące zapierające dech w piersi.
21. dzień --- 157.0 km czas - 8 godz. 37 min
22. dzień ---- 80.1 km czas - 5 godz. 00 min
23. dzień --- 112.2 km czas - 6 godz. 00 min
24. dzień ---- 98.0 km czas - 5 godz. 30 min
25. dzień --- 153.0 km czas - 7 godz. 23 min
26. dzień --- 200.0 km czas - 8 godz. 27 min
27. dzień --- 197.0 km czas - 8 godz. 54 min
28. dzień --- 200.0 km czas - 9 godz. 10 min
29. dzień --- 182.2 km czas - 9 godz. 24 min
30. dzień --- 200.4 km czas - 9 godz. 10 min
31. dzień --- 169.4 km czas - 10 godz. 56 min
razem --- 4459 km - na siodełku - 229 godz.4 min
Całkowity koszt tegorocznej wyprawy zamknął się kwotą 1970 pl
Tekst: Bolesław M. Głosek
Opublikowano za zgodą autora. Wszelkie prawa zastrzeżone.
- 20/09/2007 01:00 - Bajki o Norwegii część druga
- 10/06/2006 16:08 - Rowerem przez Skandynawię i kraje nadbałtyckie
- 16/02/2006 11:37 - Wyprawa przez fiordy zachodniej Norwegii
- 15/02/2006 15:24 - Podróż poślubna na rowerze z psem na przyczepce
- 13/02/2006 12:21 - Rowerem przez Norwegię i Szwecję




Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.