| Spis treści |
|---|
| Wyprawa przez fiordy zachodniej Norwegii |
| Oslo |
| Droga do fiordów |
| Szlak przez Hordaland |
| Sogn og Fjordane |
| More og Romsdal |
| Czas do domu |
| Wszystkie strony |
O wyjeździe do Norwegii myśleliśmy już od dłuższego czasu. Dlaczego tam??? Zadziwiająca przyroda, słynne na cały świat fiordy, największy w Europie kontynentalnej lodowiec, a do tego strzeliste góry, grzmiące wodospady, małe wioseczki przycupnięte gdzieś w zacisznej dolinie, drewniane kościółki. To wszystko sprawiło, że chcieliśmy poznać ten przepiękny zakątek Świata.
| Autorzy: Ola Pycio i Michał Kiersztyn Termin: 15.07-08.08.2003 Więcej na: http://republika.pl/norge2003 Wyślij komentarz Napisz do autorów tekstu lub do redakcji Norwegofila. |
A żeby mieć jak największą możliwość obcowania z otaczającą nas przyrodą, zdecydowaliśmy się zwiedzić tę bajkową krainę podróżując na rowerach. To właśnie tu, w Norwegii, jazda na rowerze jest najbardziej chyba fascynująca.
Wyjazd do Norwegii poprzedziły długie przygotowania: wertowanie przewodników, poszukiwania informacji w Internecie, na koniec niezmiernie męczące kompletowanie sprzętu rowerowego. Wreszcie mogliśmy, nie bez trudu, dopakować ostatnie konserwy do sakw rowerowych i wyruszyć w podróż.![]()
Podróż do Norwegii
Dzień 1 14.07.2003
Wiele jest możliwości dotarcia do Norwegii. My chcieliśmy uczynić to jak najsprawniej i możliwie najniższym kosztem. Dlatego zdecydowaliśmy się wybrać wariant podróży przez Szwecję. Dotarcie do Sztokholmu wydało nam się najbardziej praktyczne. Stąd bowiem do Oslo jest sporo bliżej niż z Ystad czy Karlskrony. Nie bagatelne znaczenie miało usytuowanie Sztokholmu w kwestii planowanego powrotu. Dużo łatwiej (i sporo taniej!) jest dotrzeć z Trondheim do stolicy Szwecji niż do dalej na południe położonych innych miast portowych. Porównanie cen biletów, chłodna kalkulacja kosztów i aspekt turystyczny - Sztokholm to jedno z najpiękniejszych miast Skandynawii - te elementy zadecydowały o wyborze kierunku podróży.
W drogę do Gdańska wyruszyliśmy w pochmurny, chłodny, poniedziałkowy poranek. Dzięki wielkiej uprzejmości rodziców Oli (tu jeszcze raz wielkie podziękowania dla Nich), podróż tę odbyliśmy wraz z nimi, luksusowym samochodem. Oszczędziło to nam wielu nerwów związanych z przewiezieniem rowerów koleją. Do portu w Gdańsku dotarliśmy o 16:00, czyli na dwie godziny przed planowaną godziną odejścia promu. Jeszcze tylko krótkie pożegnanie, spakowanie całego dobytku na rowery i ... zaczyna się wielka skandynawska przygoda!!!
Na prom wjechaliśmy razem z czterdziestoosobowym obozem rowerowym, oraz dwójką Szwedów wracających właśnie z miesięcznego - rowerowego oczywiście - pobytu w Polsce. A myśleliśmy, że będziemy jedynymi rowerzystami na pokładzie. Ponieważ nie wykupiliśmy kabin, pobyt na promie rozpoczęliśmy od poszukiwania siedzeń lotniczych. No i okazało się to wyczynem bardzo trudnym. Gdy dobrnęliśmy na najwyższy pokład, ku naszemu zdziwieniu, stwierdziliśmy, że wszystkie fotele już są zajęte!!! Pozostało jedynie znalezienie sobie zacisznego miejsca gdzieś na korytarzu. Wybraliśmy schody w okolicach recepcji. Zacisznie i w miarę ciemno. Będzie można się dobrze wyspać!!! Tymczasem prom powoli zaczął odpływać. Powoli nikło w oddali gdańskie nabrzeże i pomnik na Westerplatte. Po godzinie rejsu wypłynęliśmy na otwarte morze, Półwysep Helski pozostał poza zasięgiem naszego wzroku!!!
Dzień 2 15.07.2003
Noc na promie upłynęła spokojnie, aczkolwiek z dużą obawą wyglądaliśmy za okno obserwując przewalające się na niebie deszczowe chmury. Jednak w miarę zbliżania się do brzegów Szwecji pogoda robiła się coraz ładniejsza. Śniadanie, kąpiel, ładowanie komórki, kilka fotek na Morze Bałtyckie i z niecierpliwością zaczęliśmy wypatrywać brzegu. W końcu pojawiły się pierwsze kamieniste wysepki, najpierw było ich kilka, potem kilkanaście i ciągle przybywało. Uroczo. Wreszcie dostrzegliśmy stały ląd. Tak, to już Szwecja - Nynashamn. Po 18 godzinach spokojnego rejsu szczęśliwie dopływaliśmy do jej wybrzeży. A na promie oczywiście panika, przepychanki, nerwowe gesty - każdy chciał pierwszy zdążyć do swojego samochodu. Prom wreszcie dobił i wytoczyliśmy się na szwedzką ziemię. Odprawa paszportowa okazała się czystą formalnością (choć troszkę się jej obawialiśmy, nie mając ustawowych 70USD na każdy dzień pobytu w Szwecji na osobę). Obyło się bez okazywania pieniędzy, tylko krótkie pytania, dokąd jedziemy i czy mamy bilet powrotny. Na koniec miła celniczka z uśmiechem na twarzy życzyła powodzenia i szerokiej drogi.
Spotkani jeszcze w Polsce Szwedzi, teraz już w swojej ojczyźnie, życzyli nam dużo szczęścia i wytrwałości, jednocześnie przestrzegali przed stromymi podjazdami w Norwegii. Pożegnaliśmy się i powoli ruszyliśmy w stronę Sztokholmu (53 km główną drogą). Ruch niezbyt duży, pobocze na 40 cm, żadnych dziur w nawierzchni, trochę po górkę (ale łagodnie), trochę w dół - można poszaleć. Tylko nikt z nas nie przypuszczał, że w Szwecji może być tak gorąco. Jakiś piekielny żar lał się z nieba. Patelnia.
Po przejechaniu 20 km od Nynashamn niespodzianka - wyrosła przed nami autostrada i musieliśmy zjechać na ścieżkę rowerową. Od tej pory droga do Sztokholmu stała się udręką, ale bynajmniej nie z powodu złej jakości ścieżki. Wręcz przeciwnie. Ścieżek rowerowych namnożyło się tyle, że nie wiedzieliśmy która jest tą właściwą, a niestety były one wyjątkowo słabo oznakowane. Nie pozostało nic innego jak tylko na wyczucie kierować się w miarę możliwości wzdłuż autostrady. Podirytowani całą sytuacją co rusz pytaliśmy napotkanych ludzi o drogę do miasta. Jedni kazali jechać dalej w obranym przez nas kierunku, inni proponowali zawrócić w bliżej nieokreślone miejsce!!! Ciekaw jestem kto może się połapać w gmatwaninie tych ścieżek rowerowych. Inna sprawa, że są one rozwiązaniem kapitalnym i jazda po nich jest dużo wygodniejsza i bezpieczniejsza, niż po zatłoczonych drogach! Tak klucząc między Vesternhaninge, Handen i Haninge, wreszcie dostrzegliśmy napis "STOCKHOLM". Kamień spadł nam z serca. Teraz nie pozostało już nic prostszego, tylko dojechać do centrum (City) i na dworzec kolejowy. A ha, pochopnie powiedziane. Gdyby nie pomoc miłego Szweda, który nas pilotował przez pół miasta, pewnie wiele godzin błądzilibyśmy po przedmieściach. Wreszcie dotarliśmy do centrum. Uff!!!
Dalszy wariant podróży polegał na załatwieniu transportu do Oslo. Niby nic prostszego, ale obawialiśmy się o los naszych rowerów. Pociągiem nie dało rady. W Szwecji nie przewozi się rowerów w wagonach tak jak w Polsce. Nadaje się je jako przesyłki i odbiera na docelowej stacji. Ponieważ Norwegia nie jest w Unii Europejskiej, firma zajmująca się przewozem przesyłek nie świadczy usług transportowych na terenie Norwegii. Pozostał zatem, sprawdzony jeszcze w Polsce autobus. Długa rozmowa z kierowcą (to już pozostawiłem oczywiście Oli) i rowerki upychaliśmy do bagażnika. 22:45 odjazd, w Sztokholmie jeszcze widno!!!
Tekst i zdjęcia: Ola Pycio, Michał Kiersztyn
Opublikowano za zgodą autorów. Wszelkie prawa zastrzeżone.


