|
Norwegia – kraj wielkich przestrzeni, przepięknych widoków, o
niezbyt dużej gęstości zaludnienia. Gdzie morze wcina się daleko w ląd
aż do gór. Jak inaczej poznać ten kraj jak nie rowerem? Tylko w ten
sposób można najlepiej poczuć rześkie powietrze i doświadczyć
wspaniałej atmosfery.
|
|
Wywiad z Robertem Koziarskim, jedynym polskim uczestnikiem tegorocznego wyścigu rowerowego Styrkeproven - na liczącej 540 km trasie z Trondheim do Oslo. Robert po długich tygodniach przygotowań pokonał cały dystans w 29 godzin.
|
|
Norwegia jako pomysł na wakacje na rowerze zrodził się w mojej głowie około marca 2005 r. W internecie natknąłem się na relacje z ‘rowerowania’ po Skandynawii. Czemu by nie spróbować - pomyślałem.
|
|
Nasza wyprawa to rozwinięcie pomysłu sprzed roku. Na wstępie wyrażę podziw i szacunek dla tych, którzy zrobili tę trasę zaczynając i kończąc na rowerze, a nie jak my posiłkując się samochodem.
|
|
Rozpoczęła się "wyprawa życia". Odlot samolotu zaplanowany na 21.20, musimy jednak dotrzeć na lotnisko dużo wcześniej gdyż zgodnie z wymaganiami przewoźnika wszyscy pasażerowie przewożący rowery muszą przejść odprawę na godzinę przed startem.
|
|
Fiordy zachodniej Norwegii to dla rowerzysty prawdziwy sprawdzian, a zarazem niesamowita frajda. Dzienne podjazdy sięgają 1500 metrów, ale w zamian za to wprost z roweru podziwiać można ośnieżone górskie szczyty, lodowce i turkusowe fiordy. |
|
Zaczęło się jak w bajkach. Dawno, dawno temu pojechałem na rajd samochodowy do Finlandii i w ten sposób zaraziłem się Skandynawią. Od tej pory, co roku jeździłem do Finlandii i Szwecji, aż nadszedł rok 2005, w którym to zapadła decyzja o Norwegii. To miał być debiut i od razu skok na głęboką wodę, czyli Norwegia rowerem. |
|
Sezon 2005 zakończyłam pokonaniem bariery 400 km, podczas maratonu Pucharu Polski w Gorzowie Wlkp. Na rok 2006 postanowiłam sobie postawić poprzeczkę jeszcze wyżej, i kiedy znalazłam stronę norweskiego Styrkeproven od razu byłam pewna, że ten maraton będzie moim najważniejszym wyzwaniem w sezonie 2006. |
|
Krajobraz północnej Norwegii zachwycał mnie co raz bardziej z każdym przejechanym kilometrem. Uboga szata roślinna, od czasu do czasu pojawiały się powyginane pod naporem wiatru drzewka, skaliste zbocza gór przykryte warstwą płożących się roślinek o różnych barwach i wreszcie niesamowite formacje skalne. |
|
Sami nie wierzymy, że to już, za niecałe 3 tygodnie wsiądziemy na prom i rozpoczniemy wyprawę w której przygotowania włożyliśmy już tyle czasu i sił, a przecież to najtrudniejsze, choć oczywiście i najprzyjemniejsze jeszcze przed nami. |
|
O wyjeździe do Norwegii myśleliśmy już od dłuższego czasu. Dlaczego tam? Zadziwiająca przyroda, słynne na cały świat fiordy, największy w Europie kontynentalnej lodowiec, a do tego strzeliste góry, grzmiące wodospady, małe wioseczki przycupnięte gdzieś w zacisznej dolinie. |
|
|
Po mozolnych przygotowaniach, dopracowaniu sprzętu, załatwieniu formalności papierkowych z psem (tak nam się wydaje), siedzimy sobie na dworcu w Szczecinie i czekamy na pociąg do Ełku. Obok stoją dwa załadowane rowery, przyczepka, Fibi i Agatka.
|
|
Wyprawę rozpocząłem 13-tego czerwca 2003 r. po południu z Nynashamn, gdzie dotarłem promem z Gdańska. W pierwszej fazie wyprawy, w drodze na północ postanawiam ominąć Sztokholm, zwiedzanie tak urokliwego miasta zostawiam sobie na deser. |
|
Po osiemnastu godzinach jazdy autokarem z Warszawy do Tallina i trzech godzinach płynięcia promem z Tallina do Helsinek, 22 maja 2004 r. około godziny siedemnastej nareszcie zacząłem kręcić nogami. |
|
|