Jednym z ciekawych pasm śródlądowych, w jakim miałem okazje tego roku wędrować jest areał górski Parku Narodowego Forollhogna. Jest to jeden z niedawno utworzonych parków narodowych, powstały uchwała rządu z dnia  21 grudnia 2001 roku.

Autorzy:
Andrzej Konrad Norberciak

Termin:
2005/2006

Wyślij komentarz
Napisz do autorów tekstu lub do redakcji Norwegofila.
Norwegia - wertykalna estetyka

Powszechne wyobrażenie o górach Norwegii (a jak wiadomo jest to kraj, którego powierzchnia w dużej mierze pokrywa się z obszarem Gór Skandynawskich) przywodzi na myśl wspaniałe fiordy. Najbardziej majestatyczne i malownicze stanową kompozycję jęzorów Morza Norweskiego, wcinającego się pomiędzy masywy skalistych i stromych ścian w nieprzeliczonej mnogości występujących na praktycznie całym, liczonym tysiącami kilometrów zachodnim wybrzeżu tego jednego z najbardziej malowniczych krajów świata.

orwegia centralna, z zaznaczonym parkiem Forollhogna Nie sposób nie oddać naturze sprawiedliwości – wiele milionów lat działań żywiołów wytworzyło rozległe połacie wertykalnej estetyki raczącej widza szczodrobliwością roztaczanego piękna, emanującego w postaci kompozycji utworzonych z rozciągniętych nawet do 200 kilometrów jęzorów, jakimi morze smakuje urok brzegów, nad którymi wznoszą się nieomal dwu kilometrowe skały przeglądających się w toni morskiej szczytów. Z całą pewnością są to ewenementy najcenniejsze i najciekawsze czyniące z Norwegii kraj będący Mekką dla rzeszy przemierzających jego malownicze drogi turystów.

schematyczna_mapka_parku Jednakże nie mniej interesujące partie Gór Skandynawskich to pasma śródlądowe, położone z dala od wybrzeży fiordowych, posiadające nie mniej magnetycznej siły, jaką urzeka nas gigantomania tkwiących w przyrodzie sił. Dla przykładu najwyższe pasmo omawianych gór o dźwięcznej nazwie Jotunheimen to właśnie pasmo śródlądowe, utworzone z masywnych, częstokroć pokrytych bielą lodowców wzniesień, przycupniętych w krainie transcendentalnych pustkowi, na zamieszkiwanie jakich zdecydowały się jedynie olbrzymie trolle – Jotun, których obecności masyw ten zawdzięcza swą nazwę [1].

Jednym z ciekawych pasm śródlądowych, w jakim miałem okazje tego roku wędrować jest areał górski Parku Narodowego Forollhogna. Jest to jeden z niedawno utworzonych parków narodowych, powstały uchwała rządu z dnia  21 grudnia 2001 roku.  Obszar parku zajmuje powierzchnię 1063 km2, otoczonych dziewięcioma rezerwatami tworzącymi ochronna otulinę obszaru Forollhogna, co łącznie daje 1515 km2 chronionego areału. Park znajduje się w południowej części Norwegii (jego kulminacja w postaci wzniesienia Forollhogna (1332 m n.p.m. figurującego w nazwie parku leży około 100 km w linii prostej na południe od Trondheim) w dwóch krainach administracyjno – przyrodniczych jakimi są Południowy Trondelag i Hedmark.

 [1] Jako ciekawostkę należy odnotować, że nazwa Jotunheimen oznacza „domostwo” bądź „ojczyznę” olbrzymich trolli – Jotun. Jest to, podobnie jak obszar przez nie zamieszkiwany, niezbyt przyjazny dla człowieka rodzaj owego imaginacyjnego tworu. Jotun jest złośliwy, niebezpieczny i osiąga olbrzymie rozmiary, tak że „idzie skacząc po górach”. Możemy ujrzeć go na norweskich pocztówkach przedstawiających trójkąty znak ostrzegawczy, w obrębie którego widnieje czarny zarys sylwetki przygarbionego, sędziwego Jotuna.

Olbrzym kroczy wspierając się na lasce będącej zapewne pniem  potężnej sękatej sosny. Na jego ogromnym nochalu, niczym na zboczu górskim rośnie samotny świerk, znajdujący w porach skórnych olbrzyma doskonałe warunki umożliwiające wegetacje nawet w tak niezwykle mobilnym środowisku, co samo w sobie stanowi przyczynek do rozprawy na temat wędrówek roślin.

Istnieją oczywiście i inne rodzaje trolli – o wiele mniejsze i przyjazne człowiekowi, dobrotliwe wesołki żyjące w symbiozie z przyrodą a trudniące się głównie zbieractwem dzikich jagód i górskich ziół, myślistwem a także wyrobem napojów wyskokowych (nawet tych mocniejszych, proceder będący w Norwegii dopuszczalnym – oczywiście w ograniczonej, spożywczej ilości 10 litrów rocznie. Ale czy trolle przestrzegają praw swych norweskich współziomków? ).
Góry Forollhogna

W górach Forollhogna nie znajdziemy postrzępionych grani, ogromnych ścian, ani niebosiężnych szczytów. W zamian za to odnajdziemy wiele innych elementów, jakich nie napotkamy w żadnym innym rejonie.

Powierzchnia gór posiada specyficzny charakter – łagodne i rozległe szczyty górskie, obserwowane z dolin, na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie rumoszów skalnych pokrytych drobnymi sinawoszarymi porostami (analogicznych do tych, jakie tworzą np. urokliwy wizerunek Wielkiego Szyszaka w Karkonoszach).
Nic bardziej mylnego. Wędrując po wierzchołkach zostajemy wyprowadzeni z błędu – owszem, wierzchołki zasiedlają porosty, lecz o wielkich powierzchniach rumoszów skalnych nie ma mowy. To co na pierwszy rzut oka podszywało się pod owe formy geologiczne jest w rzeczywistości poduchami szaropopielatych porostów gałęzistych, z tym najbardziej dominującym – chrobotkiem reniferowym (Cladina rangiferina). Porosty przemieszane są z murawami traw wysokogórskich, drobnymi krzewinkami borówek, oraz charakterystyczną dla krajobrazu postglacjalnego brzozą karłowatą.

Wyjście w rozliczne pasma jest możliwe z długich i łagodnych dolin górskich, szczególnie cenionych przez miejscowych farmerów. W sezonie wegetacyjnym, od drugiej połowy czerwca do początku września, okoliczni farmerzy wywożą w góry stada owiec jak i bydła. Co ciekawe zwierzęta pozostają przez cały ten okres bez nadzoru. Nie znajdziemy tutaj ani psów pasterskich ani pasterzy – zwierzęta przez ponad dwa miesiące cieszą się nieskrępowaną swobodą, a dźwięk dzwoneczków towarzyszy nam zarówno w dolinach, jak i niejednokrotnie w wyższych partiach gór, gdzie częstokroć można natknąć się na swobodnie spacerujące owieczki.

Łagodna wzniesienia w parku Doliny oraz zbocza prowadzące w wyższe partie gór porastają skarłowaciałe i powyginane w wyniku naporu śniegu lasy brzozowe. Wrażenie jest imponujące – kłębowiska białych, zamarłych w bezruchu, powyginanych we wszelkich kierunkach węży, z których wystrzeliwują fontanny zieleni. Surowy klimat północy powoduje, że już od wysokości około 800 m n.p.m. tundrowy las zanika. Wkraczamy w rozległe płaszczyzny wierzchołków usytuowanych w przedziałach miedzy 1000 a 1250 m n.p.m.

Przed nami rozpościerają się niezmierzone połacie wędrówki praktycznie nieregulowanej jakimikolwiek nakazami w postaci znakowanych szlaków, których po prostu nie ma. Nasza inwencja jest nieskrępowana – możemy wybrać którąś ze ścieżek, jaką znajdziemy na mapie, lub też podążać śladami mądrości zwierząt, które same tworzą dogodne dla siebie trakty. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby udać się gdzie nogi poniosą. Przydadzą się jednak nieprzemakalne buty, ułatwiające przekraczanie rozległych, płytkich i niegroźnych trzęsawisk, dzięki czemu unikniemy nadrabiania kilometrów zaoszczędzonych na ich omijaniu.

Jeden z wielu obfitujących w pstrągi strumieni Góry okalające szczyt Forollhogna obfitują w rozliczne drobne strumienie, generowane przez bagniska, dające początek mnogo występującym górskim jeziorom, gdzie bez trudu znajdziemy wszechobecne pstrągi. Przekraczając bagna niejednokrotnie natkniemy się na stadka pardw górskich, jednak ujrzymy je najczęściej w locie, kiedy to niezwykle płochliwe i czujne ptaki, skrywające się dodatkowo przed wędrowcem chytrością swych barw ochronnych, wzbijają się do lotu, aby na swych urokliwych skrzydłach oddalićsię w bezpieczniejsze rejony. 

Renifery

Stado reniferówJedna z największych atrakcji pustkowi okalających szczyt Forollhogna jest możliwość napotkania stad reniferów.

Osobniki zamieszkujące omawiany areał osiągają najpokaźniejsze rozmiary ze wszystkich dziko żyjących w Norwegii. Być może jest to spowodowane mnogością pokarmu, w postaci opisywanych porostów i krzewinek? Inną niebagatelną przyczyną jest fakt, iż liczący ponad półtorej tysiąca kilometrów kwadratowych obszar jest oazą spokoju.

Stado reniferów Brak tu nieomal ingerencji człowieka jedynie w dolinach znajdziemy wąziutkie drogi gruntowe prowadzące do malowniczych i częstokroć ponad stuletnich węgłowych domów, które wraz z otaczającym je terenem, jaki stanowią najczęściej niewielkie pastwiska, nazywane są seter (górska farma). W jednej z dolin mieści się skansen, w którym znajduje się kilka zabytkowych domów, stanowiących przykład dawnego budownictwa, jednakże we wszystkich  dolinach spotkamy wiele takich miejsc, urzekających swym spokojem.

Z tego powodu tutejsza populacja reniferów, licząca ponad 2500 zwierząt znajduje doskonałą sposobność do odbywania swych rytualnych wędrówek. Renifer posiada specyficzną cechę, warunkowana głosem instynktu naturalnego. Migracje zwierząt, nie przybierają postaci wędrówek powodowanych jedynie poszukiwaniem pokarmu, czy też sezonowymi zmianami miejsca bytowania. Rytuał wyznaczany jest ściśle przez stan pogody. Napływające z południa masy ciepłego i zwiastującego dobrą pogodę powietrza wywołują migracje stad w kierunku południowym, natomiast pogoda północna – deszczowa i zimna powoduje wędrówkę w kierunku przeciwnym.

Ostatnie z napotkanych wieczorem stad Zjawisko to warunkowane jest naturalnym instynktem zwierząt, które poruszając się w stronę nawietrznej, kontrolując tym samym otoczenie. Renifer jest wybitnym „węchowcem”, natomiast z jego wzrokiem jest bardzo słabo. Przekonałem się o tym w połowie września, kiedy to wędrując po górach wraz z mymi Norweskimi towarzyszami, znającymi okoliczny teren niczym własną kieszeń, po kilku godzinach brodzenia w kilkucentymetrowej warstwie śniegu urozmaicanego towarzyszeniem zawiei, znaleźliśmy w końcu upragnione stada, w tych warunkach odwiecznie ciągnące ku północy, co znacznie ułatwiło nam zadanie.
Wraz z mym towarzyszem i przez niego instruowany, idąc od zawietrznej, udało nam się w pewnym momencie podczołgać do liczącego ponad pięćdziesiąt osobników stada na odległość nie większą niż kilka metrów. Przez następne kilka godzin tropiliśmy te, jak i inne stada, co samo w sobie dostarczyło mi wrażeń, odmiennych od tych, jakie oferują wysokogórskie granie, jednakże równie intensywnych i ekscytujących. Właśnie tego typu doświadczenia świadczą o uroku owych gór, uroku, jakiego nie zakosztujemy w żadnym górskim rejonie naszej bardziej „kontynentalnej” Europy.

Powykręcane przez śnieg brzozy Dlatego też, jeśli celem naszej wędrówki mielibyśmy uczynić wyśledzenie tutejszych reniferów, zawsze musimy mieć na uwadze układ frontów barycznych. Sytuacja tego typu ułatwia zadanie myśliwym, którzy w okresie od drugiej połowy sierpnia do drugiej połowy września mogą polować na tutejsze reny (istnieje specjalna infolinia, z codziennie aktualizowana informacja na temat orientacyjnego obszaru, w jakim w danym okresie widziane były stada). Odstrzał jest oczywiście ściśle kontrolowany i ma za zadanie utrzymanie stada w ilości odpowiedniej do potencjału żywieniowego siedliska.

Właśnie możliwość polowań, jak i połowu jest czymś, co diametralnie różni polskie parki narodowe, w których nawet nie wolno zbaczać z wyznaczonych szlaków, nie mówiąc o jakiejkolwiek działalności myśliwskiej, czy zbierackiej, od ich norweskich odpowiedników. W Parku Forollhogna tradycja myśliwsko – łowiecka, współgra z priorytetami ochrony przyrody. Dzisiejsi myśliwi i rybacy, tak jak ich ojcowie i dziadowie, po dziś dzień przemierzają połacie gór oferujących obecnie nie tyle wyżywienie, co sposobność zaspokojenia łowieckiego instynktu.

Wczesną jesienią, kiedy to już w połowie września brzozy porastające doliny przybierają żółtą barwę, a szczyty ozdabiają się w połacie brunatnych plam szykujących się na spotkanie ze śniegiem borówek, podczas wędrówki napotykałem samotnych myśliwych, którym towarzyszyły jedynie ich wierne setery, tropiące i wystawiające stada pardw górskich, w każdej chwili zagrożone przez oko i broń wyczekujących na sposobność myśliwych. Mimo polujących wędrówka nie jest niebezpieczna, w szczególności w miesiącach letnich, kiedy to brak huku wystrzałów, a jedynymi „agresorami” są wędkarze penetrujący rozliczne jeziora i strumienie w poszukiwaniu łatwowiernego pstrąga.

Wędrówki

Tak jak i inne obszary Norwegii tak i ten jest rajem zarówno dla czystych estetów wędrówki, jak i dla tych, w których buzują nastawione na łowiectwo emocje.

Szczyty owych dziewiczych gór, to łagodne i rozległe wzniesienia falujące nieprzebranymi płaszczyznami, pojawiającymi się niczym fale wodne jedna za drugą. Mimo to wędrówka nie jest monotonna – oko co róż cieszą migocące w słońcu tafle błękitu górskich jezior, szemrzące strumienie, rozległe moczary kołyszące się dywanem turzyc oraz zahipnotyzowane wiatrem białowłose wełnianki. Powietrze przecinają odgłosy mew śródlądowych, które ośmielone zdolnością lotu symulują ataki, krążąc nad naszymi głowami, w momencie, gdy na zbyt ich zdaniem niebezpieczną odległość zbliżymy się do ukrytych na moczarach gniazd. Spotkanie ptaków z rodziny kulikowatych nie nastręcza najmniejszych problemów.

W oddali widnieje Forollhogna Najciekawsza opcją wycieczkowa jest wejście na szczyt „sztandarowej” góry tego tereny – Forolhogna.
Podczas gdy większość nieprzebranej ilości tutejszych wzniesień oscyluje w przedziale 1100 – 1200 metrów, Forolhogna wznosi się na pułap 1332 metrów, co sprawia, że jej wierzchołek jest charakterystyczny i widoczny z wielu, nawet najbardziej odległych miejsc.

Z kilku możliwych opcji dojścia na szczyt jednym z ciekawszych jest wyruszenie z krańca długiej doliny Budalen, do której dojazd możliwy jest jedynie własnym środkiem transportu a ostatni około 10 kilometrowy odcinek gruntowej, wąziutkiej i niezwykle malowniczej drogi jest płatny, jako że jest ona własnością prywatną. Zresztą opłaty, zarówno za korzystanie z dróg publicznych, jak i prywatnych są w Norwegii na porządku dziennym.

Dla nas opłata w wysokości 20 złotych może być ceną wygórowana, dla Norwega jest sumą raczej przysłowiową. Budalen na tym odcinku obfituje w rozsiane po obu stronach doliny setra, w obecnej dobie wykorzystywane głównie w celach wypoczynkowych, choć gdzie niegdzie wciąż prowadzi się udój jak i całkiem powszechny wypas. Dolina jest niezwykle malownicza – tym samym w pogodne dni przyciąga okolicznych turystów. Jednakże o tłumach nie ma mowy – na parkingu znajdziemy, co najwyżej kilkanaście samochodów.

W góry wyprowadza nas wyraźnie zaznaczona ścieżka przez godzinkę prowadząca poprzez powykręcane brzozy. Następnie wędrujemy pośród krajobrazu przypominającego nieco nasze Karkonosze – szczyty pokryte rumoszem skalnym, jak i rozległe niecki wąwozów, łagodnie opadające w kierunku dolin. Kolorystykę urozmaicają płaty śniegu, jakie można napotkać nawet w sierpniu. Po niedługim czasie oczom naszym ukazuje się charakterystyczny masyw Forollhogna, wznoszący się ponad okalające go rozległe plateau.

Wejście na szczyt, jak i zresztą cała droga jest przyjemnym spacerkiem, zajmującym w obydwie strony około sześciu godzin. Choć bezwzględna wysokość szczytu nie jest z pewnością imponująca, to jednakże jego względne, ponad stumetrowe górowanie nad otaczającym go i niezwykle rozległym terenem, raczy nas rozległością widoku rozciągającego się we wszystkich kierunkach ponad stukilometrowym promieniem okalającym linie horyzontu.

Pierwszy plan wypełnia spłaszczona wysokością powierzchnia parku i okalających go rezerwatów, rozrysowana odcieniami zieleni, brązu, bieli i błękitu. U stóp góry leży rozległe jezioro, okolone niewielkimi wzniesieniami. Dalszy plan wypełniają jedynie góry, morze szczytów nieskalanych jakimkolwiek świadectwem ukrytej w dolinach i przycupniętej pośród przyrody nieśmiałej ingerencji człowieka. Na wschodzie majaczą wzniesienia położonego na terenie Szwecji Parku Narodowego…., na zachodzie bez trudu dostrzeżemy ogromne masywy Parku Narodowego Dovrefjell z wiecznie pokrytym śniegiem majestatycznym szczytem Snohetta (2286 m n.p.m.). Na południu dostrzeżemy ponad dwukilometrowe wierzchołki wypełniające przestrzeń pierwszego norweskiego parku narodowego – Rondane. Choć wysokość nie jest zawrotna, z pewnością zawrotne są zapełniające pole naszej percepcji widoki, a pierś oddycha nieujarzmioną radością swobody.

Nocleg w górskiej chacie

Jakoś około północyNa ostatek nieco o możliwościach noclegu. Z tym nie ma jakiegokolwiek problemu, a nasza kieszeń nie poniesie zbytniego uszczerbku.
W areale Forollhogna znajdziemy około piętnastu górskich hytte. Są one bardzo interesującym i charakterystycznym aspektem tutejszych, stosunkowo mało uczęszczanych gór.

Zbudowane najczęściej z inicjatywy władz komunalnych, ale także poprzez inwencję prywatną są dostępne dla każdego wędrowca, bez jakichkolwiek ograniczeń. Są one niewielkimi, najczęściej jedno lub dwuizbowymi i urokliwymi chatami, usytuowanymi nad brzegami górskich jezior. Przez cały rok stoją w gościnnej otwartości, tak że każdy myśliwy czy turysta może skorzystać z oferowanej przez nie ostoi. Są niezamieszkałe i zawsze otwarte. Wewnątrz możemy odpocząć, w razie potrzeby ogrzać się (wystarczy napalić w piecu – opał w postaci brzozowych szczap znajdziemy małych szopkach usytuowanych niedaleko chaty) jak i pozostać na noc (wewnątrz zawsze znajduje się kilka miejsc noclegowych, piętrowe łóżka, materac czy sofa).

Grzybów dostatek, tym bardziej że norwegowie uznają borowiki za pokarm odpowiedni dla krów Podczas dłuższej wędrówki, nieoczekiwanego załamania pogody, czy myśliwskiego wypadu, kiedy to niespodziewana sytuacja zmusza nas do pozostania w górach dłużej niż pierwotnie zamierzaliśmy a nasze zapasy ulegają wyczerpaniu, w większości z chat zawsze znajdziemy coś do przekąszenia. W szafkach znajdują się pozostawione prze opiekunów, jaki i innych wędrowców herbata, kawa, cukier, różnego rodzaju potrawy instant, nieco konserw itp. Piec czy palnik gazowy umożliwi nam przygotowanie posiłku. O tłok nie mamy się co martwić. Nawet w środku lata możemy spodziewać się, iż nocleg odbędziemy sami, poza tym Norwegowie to ludzie przyjaźni, wiec w tutejszym towarzystwie z pewnością nie będziemy czuć się skrępowani (język angielski znają nieomal wszyscy z wyjątkiem najstarszego pokolenia).

Górskie chaty - wstęp wolny W każdej chacie (jak i na niektórych szczytach z ułożonymi z kamieni punktami triangulacyjnymi) znajdziemy dziennik danej chaty (szczytu), w którym możemy zaznaczyć swą obecność jak i zawrzeć ewentualne uwagi oraz prześledzić frekwencje odwiedzin, która ni jak się ma do zatłoczonych tatrzańskich perci. (Ciekawym było wpisywanie po angielsku informacji, iż ja jako jedyny figurujący w grubym zeszycie odwiedzający jestem narodowości innej niż norweska). I za gościnność tę niewymagana jest żadna obowiązkowa opłata – pożądana jest jedynie kultura osobista i ewentualnie dobrowolny datek, który możemy umieścić w znajdującej się w chacie skarbonce – wdzięczność, jaka z pewnością zostanie właściwie wykorzystana.

Czy coś podobnego jest do pomyślenia w naszym kraju? Przykład godny pozazdroszczenia! Może i u nas nastaną czasy tak wysokiej kultury osobistej, gdzie niestrzeżone przez nikogo obiekty nie ulegną działaniu bezmyślnego barbarzyństwa. Na to jednak z pewnością przyjdzie poczekać. Tymczasem bierzmy przykład z Norwegów i podziwiajmy zarówno ich kraj jak i łagodne usposobienie.

PS. Zainteresowanym autor może służyć w miarę możliwości różnego rodzaju informacjami.

Masz pytania na temat Forollhogna, wyślij zapytanie na adres: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Wypoczynek w Norwegii

Telefon z Norwegii

Hotele w Norwegii

Znajdz na trivago Hotele w Oslo
Polecamy:  Norwegia oficjalny przewodnik