Dwie osoby zamarzły w ostatnią niedzielę podczas wędrówki przez płaskowyż Hardangervidda w środkowej Norwegii, między drogą nr 7, a lodowcem Hardangerjøkulen. Nagłe pogorszenie pogody uniemożliwiło im powrót do schroniska.
- Nie otrzymaliśmy żadnego zawiadomienia o zaginięciu, i nie wiemy z jakiego miejsca wyszli oni w góry - powiedział dowodzący akcją ratowniczą.
Ciała wędrowców przypadkowo zauważyła załoga śmigłowca lecącego w niedzielę po południu nad Hardangervidda. Dwie osoby zamarzły, natomiast jedną udało się uratować i w stanie hipotermii odwieźć do szpitala. Wszyscy poszkodowani pochodzili ze Szkocji.
Podczas akcji ratunkowej znaleziono jeszcze dwóch Norwegów, którym podczas zamieci udało się schronić w górskiej chatce. Kristian Årsland i Aslak Bråtveit, obaj ze Stavanger, spotkali się z turystami ze Szkocji w piątek i razem przewędrowali fragment szlaku do schroniska Kjeldebu.
Ze względu na załamanie się pogody Norwegowie zatrzymali się w hyttcie, natomiast trzej turyści ze Szkocji wyruszyli dalej w góry.
- Kiedy nie pojawili się do wieczora, pomyśleliśmy, że wrócili do Finse - powiedział jeden z uratowanych Norwegów - W naszej chatce temperatura spadła do 6 stopni poniżej zera. Zamarzaliśmy w ubraniach.
Zdaniem ekipy ratowniczej powodem tragicznego wypadku mogło być niewystarczające przygotowanie turystów do wędrówki po górach w zimowych warunkach. Bez odpowiedniego sprzętu, w tym ciepłych ubrań, po załamaniu się pogody nie byli oni w stanie powrócić do schroniska.
Hardangervidda to rozległy, wysoki płaskowyż rozciągający między miastami Oslo i Bergen. Mimo swojego położenia w południowej części kraju panuje tu subarktyczny mikroklimat, nawet w środku lata zdarzają się przymrozki, a zimą gwałtowne załamania pogody połączone z opadami śniegu i silnym wiatrem.
Autor: Joachimson
Na podstawie: NRK / Aftenposten






