Witam, podczas jazdy do Trondhaim, niedaleko Lillehamer chcieliśmy przenocowac w aucie (mam Vana)i zjechałem na szutrową droge w las, jakieś 500m (nie było zakazu), prowadziła jak sie poźniej okazało do kilku domów, ale to pare km stąd, zjechałem na trawke przy lesie, zeby nie tarasowac drogi i sie z żona rozlożyliśmy w aucie, bez rozbijania namiotu. Rano kolo 7.00 wstalismy, rozożyliśmy stolik i krzesła, żeyby zjeśc śniadanie. W tym czasie przejechały dwa auta norweskie, widocznie miszkańcy. Zjedliśmy śniadanie, spakowałem wszystko do auta, nie przeszkadzaliśmy nikomu, a tu nagle auto policyjne zajechało mi drogę i zaczela sie kontrola, czemu tu stoimy, co robimy w Norwegii, na pewno przyjechaliśmy do pracy na dziko, czyje to auto, skad je mam..... i wiele innych, poczuliśmy sie troche upokorzeni, bo serio jechaliśmy w podróż poślubna, wzieli nasze dowody osobiste i zaraz radiostacja sprawdzali je. Dobrze, ze moja żona umie po angielsku i wytłumaczyla im o co chodzi,że jedziemy dalej, pokazalem mape z wyrysowana trasa wzdłuż fiordow i sie uspokoili, pośmiali i życzyli udanego wypoczynku. Ktoś musiał zadzwonic, że jakieś obce, polskie auto stoi. Ale już później \"na dziko\" nie spalismy, jedynie na campingach i parkingach. Pierwsza noc w Norwegii i taki niesmak, ale później dalsze dni zrekompensowaly nasz pobyt. Pozdrawiam