Ginące górskie farmy Wyróżniony

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Tradycyjne górskie farmy (norw. seter), składające się z prostej drewnianej chałupy, owczarni i niekiedy małej stodoły na siano, powoli znikają z krajobrazu Norwegii.

Przez wieki mieszkańcy Norwegii, żyjący na co dzień w dolinach, latem wypasali w wyższych partiach gór swoje stada owiec oraz kozy i gęsi. Na ten czas część rodziny przenosiła się do górskiej farmy, gdzie mieszkano aż do nadejścia jesieni. Jedna rodzina miała przeważnie więcej niż jedną taką farmę, różniącą się wielkością - od prostego górskiego szałasu, po liczącą kilka budynków zagrodę.

Najwięcej takich farm, po norwesku nazywanych seter, znajduje się w rolniczych okolicach środkowej Norwegii w Valdres, Gudbrandsdalen i Nord-Østerdalen, ale spotkać je można także w każdym innym zakątku kraju. Kryte darnią zagrody rozrzucone wśród górskich zboczy stały się nieodłącznym elementem krajobrazu Norwegii, i są żywymi pamiątkami bogatej wiejskiej kultury. W 2006 roku w całej Norwegii było około 1350 ciągle działających farm, w tym 200 prowadzonych wspólnymi siłami przez kilka rodzin.

Styl życia ludzi ulega jednak stopniowym zmianom i mimo wielkiego przywiązania Norwegów do rodzimej tradycji, coraz więcej farm jest opuszczanych przez właścicieli i stopniowo niszczeje.

Jak podaje gazeta Aftenposten tylko w ubiegłym roku gospodarze opuścili ponad sto farm, przenosząc się na stałe do swoich większych i wygodniejszych domów w wiejskich osadach i miasteczkach. Rolnicy nie potrzebują już zatrzymywać się w górach podczas letnich wypasów, spadek liczby górskich farm świadczy też o malejącej liczbie farmerów.

Jest jednak nadzieja, że w przyszłości nie wszystkie z nich popadną w ruinę. Wiele farm zmieniło swój charakter stając się domkami letniskowymi. Rośnie także grupa idealistów, którzy z sentymentu do dawnego stylu życia, przenosi się na okres lata w góry i prowadzi gospodarstwa agroturystyczne.

Jedną z takich osób jest Jorunn Hagen. W zagrodzie od pokoleń należącej do jej rodziny stworzyła latem tego roku "otwarte seter". Trzy dni w tygodniu przyjmowała do swojej górskiej chałupy wędrujących po okolicy turystów, częstując ich kawą, domowymi konfiturami i norweskimi naleśnikami (lapper).
Liczba odwiedzających przerosła jej oczekiwania. Były dni kiedy w zabudowaniach zagrody przebywało naraz ponad 40 gości.

Grupa osób tworzących stowarzyszenie "Norsk Seterkultur", nie jest natomiast wcale zaskoczona. Zarówno norwescy jak i zagraniczni turyści coraz częściej poszukują nie tylko krajobrazów, ale także chcą poznać autentyczną, barwną kulturę norweskiej wsi. Geir Grosberg, lider grupy, nazywa prowadzących takie farmy "ostatnimi wiejskimi idealistami".
Odwiedzający farmę Jorunn Hagen, położoną na Trettenfjellet nad doliną Gudbrandsdalen, mogą wysłuchać opowieści o historii tego miejsca, sięgającej roku 1834. Płacąc 100 Nkr (dzieci 50, rodzina 250), mogą do woli próbować domowych specjałów, albo samodzielnie wydoić kozę. Dla Jorunn prowadzenie farmy nie jest żyłą złota, ale jak sama mówi "nie możemy tylko oczekiwać, że pomoże nad państwo".

Zagroda Jorunn jest ostatnią w okolicy, gdzie dawniej było ich aż 30. Można mieć jednak nadzieję, że z czasem także inni rolnicy pójdą jej drogą.

Czytany 2855 razy
Skomentuj