Marynarze ze statku M/S Mazury uratowali norweskiego żeglarza Jordana Staale. Jego jacht podczas rejsu dookoła świata zaczął tonąć koło przylądka Horn."Dziękuję Polakom za uratowanie życia. To są prawdziwi bohaterowie, bo zdecydowali się na akcję w ekstremalnych warunkach" - powiedział Jordan norweskim mediom na lotnisku w Oslo.
Jego jacht podczas sztormu o sile wiatru 35 metrów sekundę i falach o wysokości 15 metrów zaczął wysyłać sygnały SOS, ale chilijskie jednostki ratownicze odmówiły pomocy ze względu na trudne warunki pogodowe. Wtedy na ratunek Norwegowi pospieszył statek M/S Mazury.
Kierownik norweskiej centrali ratowniczej w Stavanger, Eirik Walle, który przez cały czas miał kontakt z żeglarzem i polskim statkiem, opisał akcję ratunkową jako "manewr wzięty z filmów z Jamesem Bondem". "Tylko Polacy zdecydowali się na tę akcję w tak ekstremalnych warunkach" - podkreślił.
"Polski statek był ogromny - o długości 170 metrów i wysokości 70, podczas gdy mój jacht ma zaledwie 10 metrów długości." - opowiada Jordan gazecie Faedrelandsvennen.
"Połączyliśmy się liną, do której się przywiązałem. Kiedy mój jacht i polski statek znajdowały się na szczytach 15-metrowych fal, zeskoczyłem z pokładu, a Polacy ciągnęli z całej siły. W chwilę później mój jacht roztrzaskał się o burtę statku na drobne kawałki".
Wydarzenie miało miejsce 15 lutego. Po kilku dniach spędzonych na pokładzie polskiego statku Jordan Staale we czwartek 23 lutego przybył do Oslo.
Wydarzenie komentują norweskie gazety podkreślając odwagę i poświęcenie Polaków. Uratowany Norweg zamierza opisać wydarzenie w książce oraz w filmie relacjonującym jego rejs dookoła świata.
Strona internetowa Jordana Staale: www.rozinante.net

